środa, 8 lutego 2017

Mimochodem

W ciągu dnia wysysają energię niemal do reszty. Czasem zastanawiam się czy jest wtorek czy środa a tymczasem okazuje się, ze to już piatek. Mimochodem, między usiłowaniem wbicia w kurtkę zimową młodszego, a wyborem między niebieską bluzą a zieloną starszego zmienia się kolejny miesiąc. Kiedy 245 raz zdejmuję Jeremiego z umywalki w łazience a 167 raz w ciągu dnia wybuduje most Iwkowi w miedzyczasie jeszcze zrobię dwa prania, napełnię lub opróżnię zmywarkę czy obiad przygotuję. I koniecznie muszę jeszcze zatańczyć. I koniecznie do Elektrycznych Gitar kiedy do tańca prosi Iwo i obowiązkowo do Pauli i Karola kiedy tańca żąda Jeremi. Jeszcze musimy się pokrecic i odspiewac 67 razy kółko graniaste - ostatnio hit w naszym domu, nawet Jeremi jest zainteresowany i pozwala się wziąć za rękę - w innym przypadku nie ma szans zeby Go tak zniewolic. To indywidualista niepozwalajacy się krepowac. A potem przychodzi wieczór i wraca mąż, który pyta jak Ci minął dzien kochanie? Dobrze - odpowiadam. Chłopcy dali popalić? E nie. I choć czasem mam ochotę gryź i wrzeszczeć a najchętniej wysłać w kosmos całą 3 moich adoratorów to w ostatecznym wieczornym rozrachunku dnia, kiedy z pokoju chłopców dobiega dźwięk kołysanek siadam na kanapie, wyciągam nogi przed siebie i się uśmiecham. Dochodzi 20 a chłopcy zasypiają. Właściwie to chyba obaj juz spią. Zaraz wejdę zerknąć. Przykryć. I popatrzeć. Lubię te nasze wieczory. Kiedy w magiczny sposób bateria nakręcająca chłopców w ciągu dnia nagle się rozładowuje a Oni bez marudzenia kładą się do łóżek. Fajni Oni są. Lubię ich. Ba, kocham nad życie. I to nic ze kiedy pytam jednego czy drugiego: kochasz mamę? Niee - słyszę w odpowiedzi. To tylko znak, ze pewnych pytań lepiej nie zadawać ;)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Smoczek niezgody...




Temat od lat wzbudza kontrowersje. Jeszcze zanim zdecydowałam się podać mojemu dziecku smoczek, wiedziałam, że są dwie frakcje rodziców: smoczkowi zwolennicy i zagorzali przeciwnicy. My zaliczamy się do tych pierwszych i bynajmniej nie uważamy smoczka za zło konieczne, ale dostrzegamy jego zalety. Przy okazji poruszania się po wirtualnym i realnym świecie parentingu odnoszę wrażenie, że wśród rodziców - zwłaszcza mam - niesmoczkowych panuje nieuzasadniona wyższość nad tymi z frakcji przeciwnej. Jakby smoczek był narzędziem szatana, a ssące go dziecko poddane było niesamowitemu cierpieniu. Wśród komentarzy najczęściej powtarzają się te, że rodzic podający smoczek idzie na łatwiznę, i te, że kiedyś smoczków nie było i dzieci jakoś żyły. Są też takie, które odnoszą się do estetyki i mówią, że smoczek szpeci dziecko. Z resztą sama nie raz z ust znajomych czy też nieznajomych słyszałam: a po co ten smoczek, taka ładna buźka, a fuj! I tu następowało wyrywanie Iwkowi smoczka z buzi, na co On oczywiście często reagował płaczem. Gotowało się wtedy we mnie. Nie uważam, by moje dziecko przez ssanie smoczka było gorsze od tych, które smoczka nie używają. Nie uważam też, że jest przez to brzydsze czy mniej rozwinięte. Argument, że smoczek powoduje wady zgryzu też został już dawno obalony. Tak jak inne mity z tym związane. Wystarczy, że rozmiar i kształt smoczka zostanie odpowiednio dobrany.

Dziś takie "atatki" już nie powodują we mnie wrzenia, a raczej mnie bawią. Często taka antysmoczkowa mama nie wie, że jej dziecko też chętnie possałoby smoczek, gdyby tylko go podała. Zamiast tego woli z dumą oświadczać: moje dziecko smoczka nie potrzebuje, a jednocześnie opowiadać, że nie może wyjść z domu, bo jej dziecko stale "wisi na piersi". A zatem droga mamo, Twoje dziecko urodziło się ze wzmożonym odruchem ssania i mimo, że jest syte nie potrafi wypuścić piersi, bo ssanie jej go uspokaja.

Praktycznie każde dziecko przychodzi na świat z odruchem ssania, rozwija się on już w życiu płodowym, dzięki temu od razu po urodzeniu malec potrafi przyssać się do piersi mamy. U niektórych dzieci odruch ten bywa bardzo silny. Takie maluchy mimo, że są najedzone głośno protestują w momencie wyjęcia im z buzi sutka, często też śpią ssąc pierś i budzą się kiedy tylko mama ją wyjmuje. Co za tym idzie rodzą się niezdrowe nawyki. Bywa to też na dłuższą metę męczące dla mamy. Ojcowie też na tym tracą, bo okazuje się, że nie są w stanie uspokoić czy utulić do snu własnego dziecka. Na takie sytuacje został stworzony smoczek "uspokajacz". Oczywiście, że powstał z myślą ułatwienia życia rodzicom. (Tak jak wiele innych rzeczy typu pieluszki wielorazowe, podgrzewacze do butelek itp. itd.) I nie ma w tym nic złego. Matka, która nie decyduje się na wielogodzinne siedzenie w fotelu z małym ssakiem przy piersi nie jest gorsza od tej, która się na to decyduje. Nie oznacza to, że mniej kocha swoje dziecko. Nie znaczy to też, że dziecko nie dojada. Ja karmiłam Iwa na żądanie. Karmienie trwało od kilku do kilkunastu minut a moje piersi służyły do jednego celu - zaspokajały głód. W momencie kiedy Iwo zaczynał "bawić się" piersią odstawiałam Go, a kiedy zaczynał płakać podawałam smoczek, zwykle po chwili ssania smoczek wypluwał i dobry humor powracał.

Dziś Iwo sam decyduje kiedy chce ssać smoczek a kiedy nie. Nie zabieram Mu go na siłę, jeśli zaczyna mówić ze smoczkiem w buzi wtedy Mu podpowiadam, że łatwiej będzie kiedy wyjmie smoczek, czasem posłucha i wypluje a czasem nie. Bywają też sytuacje kiedy widzę, że Iwo jest zajęty zabawą, skupiony na czymś to delikatnie wyjmuję smoczek z Jego buzi i chowam. I jak w ciągu dnia smoczek czasami zapominany jest na długie godziny tak w nocy jest niezastąpiony. Widać jeszcze nie czas na pożegnanie. Zwłaszcza, że w tym momencie Iwo jest w trakcie ząbkowania i masowanie smoczkiem bolących dziąseł przynosi Mu ulgę. Poza tym niedługo przyjdzie na świat Jego brat, nie wiemy jak zareaguje, choć do brzuszka się przytula niekoniecznie takie same uczucia będzie żywić do płaczącego noworodka. Zabranie Mu w tej sytuacji "przyjaciela z misją" - jakim niewątpliwe jest smoczek - mogłoby się odbić na Jego zachowaniu.

Strategii rozstania ze smoczkiem jest wiele, wszystko zależy od dziecka. Jednak ważne jest, by moment odstawienia nie zbiegał się ze stresującymi dla malucha wydarzeniami, takimi jak np. przeprowadzka, narodziny rodzeństwa, powrót mamy do pracy czy pójście do żłobka lub przedszkola. Najważniejsza zasada w tym temacie to - nic na siłę. Należy wykazać się cierpliwością , konsekwencją i gotowością wsparcia malucha. 

Jakiś czas temu Amerykańska Akademia Pediatrii ogłosiła, że ssanie smoczka stymuluje prawidłowe oddychanie u niemowlęcia. Zdaniem specjalistów podawanie go maluchowi podczas zasypiania zmniejsza ryzyko tzw. zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej. Syndrom ten najczęściej występuje pomiędzy 2. a 4. miesiącem życia.
Z kolei wśród mam wymieniane są opinie, że dzieci, które po urodzeniu miały kłopot ze ssaniem, w związku z czym pojawiał się problem z karmieniem piersią nauczyły się prawidłowego odruchu po podaniu smoczka uspokajacza imitującego sutek kobiecy - jest to wbrew panującym przekonaniom, że zbyt wczesne podanie smoczka zaburza proces naturalnego karmienia - jednak fakt ten przemawia z korzyścią i potwierdza regułę, że każde dziecko wymaga innego podejścia, dlatego tym razem w mojej torbie przygotowanej do szpitala znajdzie się też smoczek.

Smoczek to mój wybór. Jeśli Ty, droga mamo wybrałaś inaczej - miałaś do tego prawo, jednak nie daje Ci to przyzwolenia na krytykowanie mam, które się na to zdecydowały. Każde dziecko jest inne, tak jak inna jest jego mama. Każda z nas ma na względzie dobro dziecka i właśnie dobrem dziecka się kieruje. Założę się, że nie spotkałaś się z sytuacją, że zwolenniczka smoczka wciskała go Twojemu dziecku na siłę, zatem powstrzymaj się od komentarzy typu: "najpierw decydują się na dziecko a potem idą na łatwiznę i nie stać ich na poświęcenie, ja zamiast smoczka noszę na rękach cały dzień". I świetnie, noś! Na zdrowie! A mnie i moje dziecko zostaw w spokoju! Fakt, że nie zdecydowałam się na bycie Matką Polką Udręczoną nie oznacza, że moje dziecko coś na tym straciło czy, że jest mniej szczęśliwe. Wręcz przeciwnie! 


A skoro o smoczkach mowa to na koniec parę słów o ich rodzajach.
Jeśli chodzi o rodzaj gumki rozróżniamy smoczki:
- lateksowe - (jasnobrązowe lub lekko matowe) wykonane są z naturalnego kauczuku o charakterystycznym smaku i zapachu, jednak są one mniej trwałe, szybciej ulegają zużyciu pod wpływem różnych czynników - światła, śliny, tłuszczu z pokarmu, dlatego trzeba je częściej wymieniać
- silikonowe - (przezroczyste) wykonane z ciekłego sylikonu, który jest mocny i trwały, smoczki te pozbawione są jakiegokolwiek smaku i zapachu, jednak mogą pękać pod wpływem gryzienia, dlatego gdy dziecko ma już zęby trzeba sprawdzać czy gumka jest cała


Jeśli chodzi o kształt gumki wyróżniamy smoczki:

- anatomiczne (ortodontyczne) - dolna końcówka dotykająca języka dziecka jest lekko spłaszczona, a górna wygięta w górę w stronę podniebienia. Można włożyć go dziecku do buzi tylko w jeden sposób - uwypukleniem gumki smoczka ku podniebieniu. Tarczka tego smoczka ma zawsze specjalne wyprofilowanie pod nosek dziecka
- symetryczne - posiada gumkę płaską z obu stron, nawet przy odwróceniu w buźce dziecka będzie ułożony prawidłowo. Jego tarczka ma kształt ósemki.
- okrągłe - przypominające kształtem wisienkę i podobnie jak w przypadku smoczków symetrycznych można włożyć do buzi dziecka w dowolny sposób.
 

 Decydując się na zakup smoczka w pierwszej kolejności należy dobrać odpowiedni do wieku. Najczęściej w sprzedaży dostępne są smoczki dla 3 grup wiekowych: od 0 do 3 miesięcy, od 3 do 6 i od 6 do 18 miesięcy. Jednak w zależności od producenta spotyka się też takie od 6 do 9 miesięcy i od 9 do 36 miesięcy.

Aby zapewnić dziecku komfort i bezpieczeństwo należy pamiętać aby zachować ciągłość wyboru. Kupując kolejny smoczek trzeba zwrócić uwagę, by miał taką samą gumkę co poprzedni.

Nasz wybór to smoczki Lovi. Są z nami od momentu kiedy Iwo skończył 6 tygodni. Mają symetryczny kształt odzwierciedlający brodawkę sutkową. Posiadają dynamiczną konstrukcję z niejednorodnej warstwy silikonu i umożliwiającą ssanie w naturalnym rytmie. Nie zaburzają prawidłowego rozwoju mowy i zgryzu. Podoba nam się też ich dizajn. Mieliśmy chyba większość dostępnych kolekcji.  

Fot. www.lovi.pl

piątek, 1 maja 2015

Bez ładu i składu...

Myśli mnóstwo do uwolnienia nazbierało się podczas mojego niebycia... Pogubiłam się już w relacjach o tym co było, co jest, a co przed nami. Będzie więc bez ładu i składu.


Zacznę od tego, że jednym z powodów mojego milczenia była awaria komputera - teraz już działa, więc postaram się nadrobić czas nieobecności. Powód drugi to choroby, moje, Iwka i J. Albo dopadało nas wszystkich jednocześnie, albo jak jedno z nas zdrowiało, drugie chorować zaczynało. Trwało to wszystko cały miesiąc i tak do końca jeszcze nie minęło - Iwa cały czas trzyma przeziębienie. Poniekąd jest to spowodowane spadkiem odporności związanej z ząbkowaniem. Jesteśmy w trakcie wyrzynania się dolnych czwórek i w porównaniu do wyrzynania się jedynek i dwójek teraz przeżywamy prawdziwy rodzicielski hardcore. Nie mieliśmy kolek i dolegliwości okołoniemowlęcych to mamy uparte zęby. Iwo naprawdę się męczy. Ale od kilku dni - odpukać - nieco się uspokoił. Nie zrywa się już z płaczem w środku nocy czy nad ranem i w ciągu dnia też jest dużo lepiej. Jedna z czwórek przebiła się już przez dziąsło, więc połowa sukcesu za nami.


I co jeszcze? Coż... Iwo bardzo się zmienił. Poza tym, że przesypia już całe noce bez pobudki na mleko stał się też bardzo uczuciowy. Odwzajemnia buziaki, a ostatnio nawet przerwał zabawę i sam z siebie przyszedł dać mi całusa!!! Chyba nie muszę pisać, jak bardzo mnie to rozczuliło... Zaczął też bawić się autkami wydobywając z siebie głośne brruummm, potrafi też rzucać i łapać piłkę. Najlepiej robi to bawiąc się z tatą. Jeśli chodzi o mowę to "gada" cały dzień, od momentu otwarcia oczu. Niestety poza Nim samym nikt Go nie rozumie, chociaż czasem potrafi w tej swojej paplaninie powiedzieć zrozumiałe słowa, np. Halo - kiedy bierze swój zabawkowy telefon i przykłada do ucha. Albo kiedy staje na środku salonu z piłką w rękach i woła: tata! Co znaczy, że chce by J. przyszedł z Nim się bawić. Kiedy coś chce pokazuje paluszkiem mówiąc "da", zwykle chodzi Mu o konkretną rzecz, a jeśli jej nie dostanie jest histeryczny krzyk. Tak, nasz syn lubi ostatnio histeryzować, ma za sobą też leżenie na kostce brukowej przed drzwiami. Jednak najbardziej lubi kłaść się na podłodze w kuchni obok zmywarki czy pralki, które z upodobaniem włącza i wyłącza - leży zwłaszcza wtedy, kiedy zamykamy przed Nim te sprzęty i zabraniamy pstrykać przyciskami. Przemieszcza się z prędkością światła, w jednej sekundzie potrafi ze swojego basenu z kulami wdrapać się na krzesło i uskuteczniać na nim podskakiwanie.(nie ma znaczenia czy krzesło jest wolne czy akurat ktoś na nim siedzi - pasja i chęć wejścia jest taka sama) Lubi przesiadywac na parapecie - oczywiście sam się tam wdrapuje, czasem po nim spaceruje, więc nasza czujność musi być na najwyższym poziomie. Lubi kiedy czytamy Mu książeczki - Jego ulubione to Kto zna słowa na kra,Stefek Burczymucha i Kokoszka-Smakoszka - ma nawet swój rytuał codzienny związany z książkami - każdy dzień, ale to każdy zaczyna od zrzucenia wszystkich z półki. I kiedy miał ich kilka nie było problemu, ale teraz ma ich ponad 30!I ten stos leży pod nogami dopóki go nie posprzatamy. Ostatnio postanowiłam wytłumaczyć Mu i nauczyć, że nie musi tak rozrzucac, ale poniosłam fiasko. Iwo najpierw zapamietale potakiwał, że mnie rozumie poczym dokończył rozrzucanie i z szelmowskim uśmiechem zamknął się przede mną w sypialni... Acha na zwierzęta mówi "ka ka". I nie ma znaczenia jakie jest to zwierzę, pies, kot, słoń, kaczka czy kura, u Iwa jest to kaka i koniec. Czasem tylko inaczej zaakcentowane czy rozciągnięte - jak w przypadku kiedy mówi o psie ;) 
Na spacerach lubi chodzić wszędzie tam, gdzie nie można, jak my w prawo, to On w lewo, uwielbia chodzić po wertepach. Czasem robi zmyłki i niby idzie prosto, w tym samym kierunku co my, a nagle robi szybki zwrot i zwiewa. Za nic w świecie nie chce dawać ręki, żeby Go prowadzić. On musi sam i tylko sam, nawet jeśli kończy się to upadkiem.
Powiedzenie "mieć oczy dookoła głowy" - nabiera dosłowności! Mamy bardzo wesoło! Z Iwem nie może być inaczej, bo przez 80% dnia uśmiecha się od ucha do ucha a my razem z Nim. Jego uśmiech i miny rozbrajają! 
Jeszcze jedno. Kiedy bierze swoje zabawki potakuje główką i nawiązuje z nami kontakt wzrokowy na znak, że ma pozwolenie żeby je wziąć, . kiedy zbliża się np. do pralki wówczas kręci głową, że mu tego nie wolno, jednak na kręceniu się kończy, bo Iwo do końca próbuje dopiąć swego.


Ps. Dziś byłam perfekcyjną panią domu. Rano przygotowałam śniadanie - z niewielką pomocą J., potem zrobiłam obiad - w towarzystwie Iwa, zrobiłam pranie, odkurzyłam, zmyłam podłogę, nastawiłam dwie zmywarki garów, a w międzyczasie czytałam Iwkowi książki, bawiłam się z Nim, milion razy przytulałam i byłam na spacerze, wykąpałam Go i położyłam spać... a na koniec zrobiłam ciasto! No i piszę tego posta! Perfekcja w największym wydaniu ;) Zobaczymy czy jutro też będzie mi się tak chciało...


Ps.Ps. Miał być na ten temat osobny post, ale po tak długim niepisaniu chcę się wkupić na powrót w wasze łaski i "sprzedam" wam newsa - choć dla niektórych żadną nowością to nie będzie. Część z was pewno się już domyśla, część została już poinformowana, a część jest zupełnie nieświadoma, że za kilka miesięcy przyjdzie na świat nasz drugi Syn. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Były ciężkie dni, bardzo źle się czułam, musiałam też leżeć, ale ten czas jest już za nami. Pan Brzuszkowy ma się dobrze i to jest dla nas najważniejsze. Ja też z każdym dniem nabieram energii do działania...  i już myślę o remoncie ;) oczywiście szaleję też na zakupach - nie byłabym sobą, gdybym zadowoliła się tylko wyprawką po Iwku.
Teraz, jak już wwszystko stało się jasne, mogę powiedzieć, że ciąża to trzeci powód mojej rzadkiej obecności na blogu, jednak mam nadzieję, że gorsze dni mam już za sobą i teraz w miarę regularnie będę mogła wam donosić wieści z placu boju ;)


Fot. niezidentyfikowana strona internetowa